Content

POLECAM:

POLECAM:
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> www.motherlove.pl <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
środa, 28 października 2015

O (s)kurcze! Czyżby już???

Wczesne popołudnie, za oknem kolorowe liście mieniące się w blasku promieni słońca...
Zaczął się 37 tydzień, a dokładnie 36 tydzień i 1 dzień... niby jeszcze czas....
Ale brzuch coś boli. W ferworze domowych obowiązków ignoruję fakt, że ból się pojawia i znika, brzuch się kurczy i rozkurcza. Kurczy... i rozkurcza...

Ojej, przecież muszę już wychodzić, jestem umówiona, to ważne spotkanie.
Może powinnam się położyć i poczekać, aż ból przejdzie?
Nie, nie wiem, a jak nie przejdzie?
A ja naprawdę muszę być na czas.

No nic, karta ciąży, wyniki badań - są.
Może wezmę nospę?
Dobra, wrzucę w razie "W" do torebki.
Kurcze, przecież nie odebrałam jeszcze wyników badania na WR, ani nie zmyłam jeszcze paznokci u stóp, z hybrydą sama sobie nie poradzę, a wizyta u kosmetyczki dopiero za parę dni - nie no, nie mogę dzisiaj urodzić!

Ale dobra, jakby co Małżowinek dowiezie torbę, damy radę, wychodzę.
Brzuch pobolewa, ale już mniej. Nasilające się objawy przeziębienia nie pomagają. Myśl o porodzie z zatkanym nosem burzy moją wizję porodu z cyklu "pójdzie jak po maśle" - jak ja będę oddychać?

Nieee... nie mogę dziś urodzić!

Spotkanie ogarnięte, wróciłam do domu. O bólu zapomniałam.
Nie no, bo jakby ustał, być może dlatego, że przed wyjściem zapodałam podwójną dawkę magnezu, jak co dzień.

Zbliża się wieczór.
Brzuch znów pobolewa, a przecież wczoraj byłam na wizycie kontrolnej u gina, chyba by zauważył, że poród się zbliża? Czy nie?
Może to, że nasz synek wymiarami odpowiada dzieciątku starszemu o 1 tydzień i 5 dni, to był ten znak, że mam się już szykować?

Btw, Synu, po kim tyś taki duży????
...pfff, a po kim miał byś być mały?!

Siadam, oddycham. Obserwuję brzuch.
A ten? Zwariował!
Staje dęba! Siedząc, a wręcz półleżąc, mam wrażenie, że co jakiś czas mój brzuch staje dęba sięgając linii piersi - normalnie Eiffel Tower!

Wziąć jakąś nospę czy co? A jak przyhamuję tym niepotrzebnie akcję porodową i poród wydłużę?
O nie... czekam... może odpalić stoper? Jak często te skurcze? Jak długie?
Może lepiej nie pójdę dziś spać, tylko będę czuwać?
Nie no... muszę mieć siłę, na której deficyt przecież i tak cierpię przy tym przeziębieniu.

Wiem! Eureka!
To na pewno od ilości czosnku i miodu jakim się nafaszerowałam, co by się podleczyć!
Ale czy ja wiem, możliwe to?

Ok, idę pod prysznic, co bym w razie czego czysta do porodu pojechała.
Prysznic przyniósł ulgę, skurcze zelżały. Ale nie zniknęły.

No nic, trzeba iść spać, już 1:00 nad ranem.

...otwieram oczy...

Jest jasno.

Spoglądam na dobitnie tykający zegar, odmierzający czas na tle naszej rodzinnej sypialnianej "wall of fame". Jest 7:30!

Brzuch na miejscu. Ciągle jestem w dwupaku!
Ufff....

Ciekawe co przyniesie nowy dzień...?



2 komentarze:

Justyna Zając says:
at: 28 października 2015 22:21 pisze...

Miałam tak pół ciąży..pierwszej jak i drugiej :p ciągly strach..
..jsk minął mi 37 tydzień to już marzyłam o pozbyciu się 'dwupaka' :)
Także Kasiu bez paniki i do rodzenia! Powodzenia Kochana! :*

Katarzyna Bandas says:
at: 28 października 2015 22:26 pisze...

Chyba nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak musiałaś się czuć, będąc w ciągłym strachu :(
Fajnie, że dziewczynki już na świecie i masz to za sobą. Kolej na mnie, dzięki za pozytywnego kopa! Jest mi teraz bardzo potrzebny :) :*

Prześlij komentarz

Ostatnie komentarze

Szukaj na tym blogu

Obserwatorzy

Wyświetlenia

Follow me on Bloglovin'

Follow on Bloglovin

Tu jesteśmy



zBLOGowani.pl