Content

POLECAM:

POLECAM:
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> www.motherlove.pl <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
poniedziałek, 17 lutego 2014

No to rozszerzamy. Dietę :)

Jakie są oznaki gotowości dziecka na 'jedzeniowe' nowości?
Wg ekspertów Bobovita, jeśli poniższe sygnały powtarzają się wielokrotnie, to znaczy, że już czas:
  • wykazywanie zainteresowania tym co jedzą inni, sięganie po jedzenie,
  • ssanie paluszków,
  • zbliżanie lub wkładanie różnych rzeczy do ust,
  • pomlaskiwanie lub wykonywanie ruchów gryzienia.
Dodatkowo, wg informacji jakie znalazłam w książce "Zdrowy start w przyszłość", oznaką gotowości jest również:
  • zwiększona liczba karmień,
  • umiejętność siedzenia przez dziecko,
  • wolne przybieranie na wadze.
Wygląda więc na to, że nadszedł czas, kiedy to Antosia potrzebuje czegoś więcej niż tylko mleczko mamusi, pora na urozmaicenie diety - wprowadzenie pokarmów stałych :)

Antosia skończyła właśnie 6 miesięcy. Zgodnie z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia wprowadzanie nowych posiłków do diety dziecka powinno się rozpocząć nie wcześniej niż po skończeniu 6. miesiąca życia, jeśli karmione jest piersią, miesiąc, (czasem dwa) wcześniej, gdy karmione jest mlekiem modyfikowanym. I tego się trzymamy.

Pierwsze papki warzywne mamy za sobą - marcheweczka, kalafior, groszek, brokuł :) Reakcja Żabki była rewelacyjna na każdą z nowych potraw - najpierw krzywienie się, potem lekki kaszelek, a na końcu otrząśnięcie się :) Ale nie wypluwa, buźkę otwiera szeroko na widok łyżeczki wędrującej w Jej kierunku, a rączki wyciąga w stronę swojej kolorowej miseczki z jedzeniem :)

Z przekąsek natomiast Antosia wcina już chrupki kukurydziane i popija herbatkę owocową lub soczek dla niemowląt rozcieńczony pół na pół z wodą (jak na razie dużo lepiej wychodzi Jej picie z łyżeczki, niż z kubka niekapka, ale uczymy się ;))

Co wydało mi się istotne w kontekście rozszerzania diety? Np.:
  • wprowadzając papki z warzyw lub owoców, warto rozpocząć od tych warzywnych. Owoce są słodkie i maluszkowi na pewno posmakują, mogłoby być po owocach trudniej przekonać się do smaku warzyw,
  • w przypadku przygotowywania posiłków dla maluszka samodzielnie - nie przyprawiać ich, nie stosować soli ani cukru,
  • nowe smaki podawać maluszkowi, gdy jest wypoczęty i niezbyt głodny, w przeciwnym razie może odmówić jedzenia,
  • zabawianie podczas jedzenia przynosi fatalny skutek - unikać!
  • nowe posiłki od początku warto podawać malcowi łyżeczką, która kształtem powinna przypominać „dorosłe” sztućce, aby maluszek przyzwyczaił się, że właśnie tak się ją jada,
  • nie przekarmiać pociechy - na początku chodzi nie o najadanie się przez dziecko posiłkami z nowego menu, ale o poznawanie nowych smaków. A także o nauczenie się jedzenia z łyżeczki no i rzecz jasna połykania ;)
Ciekawą opcją rozszerzania diety, która mnie zainspirowała, jest propozycja Bobovity, tzw. "Plan 5 Kroków". Szczególnie, że mają też aplikację na androida, która wspiera cały ten proces, a ja takie aplikacje bardzo lubię ;) Można tam znaleźć przykładowy jadłospis dla maluszka, porady żywieniowe dostosowane do wieku dziecka. Fajny jest też dzienniczek smaków, w którym można notować co kiedy się wprowadza, jaka była reakcja dziecka, itp. Wadą tej aplikacji jest to, że jadłospis uwzględnia wyłącznie produkty Bobovita, ale w sumie może to być również inspiracją do przygotowania identycznych dań samodzielnie. Za to dla fanów samodzielnego gotowania - dużo fajnych przepisów znalazłam na stronie babyonline.pl

A co z tym glutenem?
O tym co to jest gluten i że trzeba maluszkowi zafundować ekspozycję na niego nie będę się rozpisywać, w Internecie informacji na ten temat jest mnóstwo. Ważne, że trzeba go stopniowo wprowadzać do diety maluszka, na początku jedynie jako dodatek do posiłków, co zadziała jak naturalna szczepionka i ma na celu zapobieganie wystąpieniu w przyszłości choroby trzewnej, tzw. celiakii.
Sposobów na ową ekspozycję również jest mnóstwo. I spędzało mi to sen z oczu.. Kompletnie nie wiedziałam jak się za to zabrać i cały czas odkładam w czasie.
Aż w końcu porada zaprzyjaźnionej mamy mi pomogła :)
Mianowicie, zakupiłam zwykłą błyskawiczną kaszkę manną z Kupca i pół łyżeczki kaszki zagotowanej na wodzie dodaję do pół słoiczka przecierku, jaki codziennie serwuję Tosi.

Tak, zdecydowałam rozpocząć przygodę z rozszerzaniem diety od gotowych słoiczków (choć na początku miałam z tego powodu wyrzuty sumienia). Po pierwsze dlatego, że konsystencja pierwszego posiłku, jaki sama przygotowałam z mikroskopijnej ilości składników, nie do końca wyszła papką. Po drugie, nie mam dostępu do warzyw z własnego ogródka, które nie są faszerowane chemią. Jeśli chodzi o słoiczki, mam pewność, że nie ma w nich szkodliwych składników takich jak metale ciężkie czy pestycydy...

A w jaki sposób Ty wprowadzasz lub wprowadzałaś gluten do jadłospisu swojej pociechy?


Dołącz do Misji miłości na facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi wpisami na blogu oraz konkursami, 
a każdego dnia dostarczymy Ci porcję inspiracji, humoru i ciekawostek nt. ciąży, niemowląt, czy rodzicielstwa. 
Wystarczy, że klikniesz poniżej "Lubię to!"
 


8 komentarze:

Justyna Zając says:
at: 17 lutego 2014 17:47 pisze...

My też zaczęłyśmy po skończeniu przez Anię 6-go miesiąca. Na początku podobnie słoiczki jednoskładnikowe, później coraz bogatsze. Ania początkowo za słoiczkami nie przepadała, wręcz zaciskała usta, teraz już ochoczo woła "am" na widok miseczki z zupką. My mamy to szczęście, udało nam się pozyskać warzywa z domowego ogródka, niestety zapasy już się kończą i będziemy skazani na słoiczki.
Ania już jest na tym etapie, że jedno danie nie wystarcza, także po zupce, serwujemy jej drugie danie ze słoiczka lub je z nami ziemniaczki ;)
pozdrawiamy

kasi0rka says:
at: 18 lutego 2014 01:52 pisze...

Super, że Ania już tak zajada ze smakiem :) No i fajnie, że macie dostęp do warzyw z ogródka!
Gdybyś Justyna miała dla nas jakieś wskazówki co do rozszerzania diety, na co zwrócić szczególną uwagę albo czego nie robić - będziemy wdzięczne!
Pozdrowionka ;)

Monika Durkiewicz says:
at: 18 lutego 2014 09:25 pisze...

Najbardziej mi żal tych ciuszków upapranych marchewką.. jak to doprać? Macie jakieś skuteczne pomysły?

Wiola Ch. says:
at: 18 lutego 2014 15:39 pisze...

Ooo, jaka umorusana :) he he .. Słodko :)

kasi0rka says:
at: 19 lutego 2014 00:42 pisze...

Monika, świetny temat na post z kategorii Polecalnia, dziękuję! :) Już w krótce takowy się pojawi, gdzie podzielę się swoim sposobem na marchewkowe kleksy ;)

kasi0rka says:
at: 19 lutego 2014 00:44 pisze...

Cały czas pracujemy nad techniką karmienia ;)

Karolina Wiatrowska says:
at: 19 lutego 2014 12:09 pisze...

Podobno sok z cytryny i... słońce ładnie wybiela marchewę ;) Ale jeszcze tego nie sprawdziłam, wszystko przede mną.

kasi0rka says:
at: 19 lutego 2014 13:19 pisze...

O, super, dzięki! Przetestuję i podzielę się wnioskami :)
...pod warunkiem, że doczekam się na słońce... ;)

Prześlij komentarz

Ostatnie komentarze

Szukaj na tym blogu

Obserwatorzy

Wyświetlenia

Follow me on Bloglovin'

Follow on Bloglovin

Tu jesteśmy



zBLOGowani.pl