Content

POLECAM:

POLECAM:
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> www.motherlove.pl <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
piątek, 9 sierpnia 2013

9. dzień po terminie...

Właśnie podjęłam decyzję: będę pisać bloga!
Nie mam pojęcia jak to graficznie wyjdzie, gdyż tworzę go właśnie na komórce, to jedyny dostęp do internetu jaki mam tu z oddziału patologii ciąży.
Przynajmniej nie grozi mi przerost formy nad treścią ;)

Dziś piątek, 9.08.2013r., 9. dzień od wyznaczonego terminu porodu...
31.07 miał być tym wykalkulowanym dniem pojawienia się na świecie naszej upragnionej, długo wyczekiwanej (12 miesięcy starań...) Córeczki.
Od wtorku jestem w szpitalu z nieustanną nadzieją, że wreszcie urodzę.. Nie ukrywam, że ta nadzieja towarzyszy mi każdego dnia tak już od ok. 3 tygodni ;)
Jak widać w tej kwestii to natura czy wręcz fizjologia ma decydujący głos.

W środę po wykonaniu mi kompletu badań Pani ginekolog zaleciła wykonanie testu wydolności łożyska, tzw. bodajże OCT czy też OTC. Polega to na podawaniu oksytocyny w kroplówce przez ok 2h wraz z równoległym monitorowaniem tętna dziecka i skurczów. Przygotowano mnie zatem do tego zabiegu - dostałam sexy pidżamkę z kolekcji La Bush La Bush wiosna/lato 1980,
musiałam być również na czczo i po wczesno-porannym zabiegu 'oczyszczającym' - który ogólnie polecam, nie taki diabeł straszny! ;)

Po 9:00 w czwartek poproszono mnie na porodówkę, wraz z dwiema innymi kobietami.
Połączono KTG, aby ocenić stan aktualny. Piękne skurcze pochodzące momentami pod 100 (120 ma się podczas porodu!), skłoniły lekarza do słów: "no, ładna naturalna akcja, po kroplówce powinno się rozbujać". I o 10:05 mnie podłączono.
W międzyczasie dobiegały do mnie odgłosy kończącej rodzić dziewczyny, świeżo urodzonych płaczących bobasków,
położnych raportujących ich parametry, odgłosy świeżo upieczonych rodziców, szczęśliwych że ich dziecię ładnie przyssało się do piersi.
Jak wcześniej ani trochę nie bałam się porodu, tak w jednym momencie przeleciał mnie paniczny strach ..może jednak cesarka???

I tak mijał czas. Wykonano mi również badanie szyjki macicy, na podstawie którego stwierdzono, że praktycznie jest nie skrócona. Co 10 min podkręcano mi dawkę oksytocyny, a moje skurcze słabły..  i słabły, aż do 12:00 zniknęły całkowicie..
Odesłano mnie spowrotem na oddział patologii. Z jednej strony czułam rozczarowanie, z drugiej zaś - jakby ulgę.

Wniosek? Szyjka niedojrzała, łożysko jeszcze się nie zestarzało, dziecko w świetnej kondycji, musimy czekać.

Wygłodniała, rzuciłam się na szpitalny obiad :)

Wieczorem tego dnia po dawce oxy (podczas burzy), a także dziś rano, odeszła kolejna część czopa śluzowego.

Poza tym piątek minął bez żadnych ciążowo-porodowych postępów.
 Ale za to bardzo szybko, towarzysko - od 13:00 do 18:30 miałam wielu wspaniałych gości :)
..a ta kolejna burza, która niedawno się skończyła, już nawet nie budziła nadziei ;)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Ostatnie komentarze

Szukaj na tym blogu

Obserwatorzy

Wyświetlenia

Follow me on Bloglovin'

Follow on Bloglovin

Tu jesteśmy



zBLOGowani.pl